2014-07-25

Mozzarella, oliwa i pomidory


Kocham proste smaki, klasyczne połączenia doprawione czymś ekstra. Bardzo lubię dobrą oliwę z oliwek i właściwie zawsze, kiedy uda mi się pojechać na południe Europy, wracam z butelką czegoś specjalnego.
Kiedy skończyły mi się zapasy i zaczęłam w sklepach szukać czegoś więcej niż przemysłowej oliwy produkowanej masowo, dostałam pięć butelek oliwy Herdade do Esporao, pochodzącej z portugalskiej tłoczni.
Szanuję firmy, które dbają o produkt, nie produkują masowo.
Tutaj mamy pięć rodzajów oliwy, a wszystkie są produkowane z lokalnie zbieranych odmian oliwek i nie zawierają żadnych domieszek ani środków konserwujących. Tłocznia współpracuje jedynie z dwudziestoma lokalnymi hodowcami, a oprócz tego ma swój własny sad, z czego 80 hektarów to sad organiczny.

Do sałatki użyłam DOP Moura, pochodzącej z regionu Baixo Alentejo. Jest lekko orzechowa, kremowa w smaku. I jest wspaniała.
Więcej informacji na temat oliwy, tutaj: Oliwa Esporao.


Dzisiejsze danie, na pozór banalne, zostało lekko "podkręcone" uprażonymi nasionami kopru włoskiego. Niby nic, a dodaje sałatce tego czegoś.
Pomysł na koper włoski pochodzi od Yorama Ottolenghiego, który pisze najbardziej inspirujące książki o kuchni wegetariańskiej na świecie.


Mozzarella, oliwa i pomidory
wg pomysłu z książki "Plenty" Y. Ottolenghi

250 g mozzarelli
2 dojrzałe pomidory

marynata:
1/2 łyżeczki nasion kopru włoskiego
skórka starta z cytryny
15 liści bazylii
2 łyżeczki siekanego oregano
2 łyżeczki oliwy extra virgin plus odrobina do wykończenia sałatki
2 łyżeczki oleju rzepakowego
1 ząbek czosnku, zgnieciony
1/2 łyżeczki soli morskiej, najlepiej w płatkach
czarny pieprz

Marynata:
nasiona kopru uprażyć na suchej patelni. Utłuc w moździerzu. Połączyć z pozostałymi składnikami marynaty.
Mozzarellę porwać na mniejsze kawałki, połączyć z marynatą, odstawić na 15-30 minut.
Podawać z pomidorami pokrojonymi na ćwiartki, skropić dodatkową oliwą z oliwek.
Smacznego!

2014-07-24

Makaron z bakłażanem, karmelizowanymi papierówkami i bazylią




Kocham lato za to, że mogę jeść warzywa i owoce. Że smakują tak, jak nigdy przedtem, ani nigdy potem. Za pomidory, cukinie i chrupiące kalarepy. I za makarony z warzywami.
Dzisiejsze danie najlepiej smakuje na zimno, kiedy wszystkie składniki się połączą i będą miały okazję się "przegryźć".
Podczas pisania przepisów do mojej ostatniej książki o jabłkach, przekonałam się, jak fantastyczny to owoc, jak cudownie pasuje do innych składników. W zależności od potrzeb, jest miękkie i maślane, słodkie, kwaśne lub miodowe. Fantastycznie łączy się ze świeżymi ziołami, miętą, tymiankiem czy bazylią. W przypadku sałatek zależy mi na tym, by było kruche, średnio słodkie.
Tym razem podsmażyłam nasze polskie, jeszcze zielone i twarde papierówki i połączyłam je z tym, co akurat miałam w spiżarni.
Znalazłam trochę zapomniany przeze mnie ocet malinowy, który kiedyś przywiozłam z podróży i przypadkiem zrobiłam jeden z najlepszych makaronów. Na zimno. I choć wygląda niepozornie, jest naprawdę pyszny.




Makaron z bakłażanem, karmelizowanymi papierówkami i bazylią

1 duży bakłażan pokrojony w kostkę 2 cm
2 średniej wielkości papierówki, ze skórką, ale wydrążone i pokrojone w kostkę 2 cm
4 łyżki oliwy z oliwek lub oleju słonecznikowego
makaron typu mie (lub inny, ale w miarę cienki)

sos:
3 łyżki octu malinowego lub jabłkowego
1 łyżka oleju sezamowego
sok wyciśnięty z 1/2 limonki
1 ząbek czosnku, zmiażdżony
1/2 łyżeczki soli
1/4 cebuli, pokrojonej w drobniutką kosteczkę

listki świeżej bazylii
listki świeżej kolendry

Najpierw robimy sos: wszystkie składniki mieszamy w miseczce i odstawiamy.
Na patelni podsmażamy bakłażana, następnie zdejmujemy go z patelni, przekładamy na durszlak i solimy delikatnie.
Na tej samej patelni smażymy jabłko pokrojone w kostkę, zaledwie przez chwilę, by się trochę skarmelizowało, ale nie rozpadło. Dodajemy do bakłażana.
Bakłażana z jabłkami mieszamy z sosem. Odstawiamy na 10 minut.

Makaron mie gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu (zwykle makaron zalewa się wrzątkiem i odstawia na 5 minut, bez gotowania). Łączymy z bakłażanem, dodajemy bazylię i kolendrę.

Smacznego!

2014-07-22

Dla noworodka: White and Black



Współczesny rodzić jest bombardowany ilością reklam rzeczy, które musi mieć i musi kupić. Zwłaszcza, jeśli ma stać się rodzicem po raz pierwszy, zadaje sobie pytania o kolejne i kolejne produkty niezbędne do dziecięcego pokoju.
Wiem, jak to jest, też kiedyś byłam mamą po raz pierwszy.
Po kilku dniach albo tygodniach okazuje się, że większość to zbędniki, zalegające na półkach.
Podobny problem mają dziadkowie, którzy pytają: co wam kupić dla dziecka? Z doświadczenia wiem, że lepiej powiedzieć, co, żeby później nie udawać, że jesteśmy zachwyceni kolejną lalką czy samochodzikiem.

Kiedy po latach kompletowałam nową wyprawkę dla mojego dziecka, starałam ograniczyć się do minimum (może za wyjątkiem kocyków, do których mam słabość i na punkcie których, niestety, mam fioła). Mam niewiele i naprawdę dziesięć razy się dziś zastanawiam, zanim kupię kolejny kaftanik czy pościel. Podobnie ma się sprawa w przypadku kosmetyków dla dzieci - już na początku założyłam, że najlepsze jest naturalne mydło marsylskie i olejek ze słodkich migdałów i tego się trzymam.

Jestem wielką fanką polskich produktów: ubranek, zabawek, mebelków. Uważam, że mamy się czym pochwalić i zawsze z przyjemnością piszę o takich inicjatywach.
Bardzo lubię rzeczy piękne i użyteczne, które łączą w sobie funkcjonalność, prostotę i jakość.
Mam problem z zabawkami - właściwie nic mi się nie podoba. Z ciężkim sercem patrzę, jak moja starsza córka zachwyca się kucykami Pony, ale lżej mi na sercu, kiedy zasypia z wielką, zrobioną na drutach świnką, podarowaną jej przez babcię.

Kiedy urodziła się moja druga córeczka, dostałam propozycję od polskiej firmy White and Black przetestowania ich produktów przeznaczonych dla niemowląt. I z chęcią się zgodziłam.
Na wstępie zaznaczę, że nie wierzę w produkty, które mają pobudzać rozwój psychofizyczny dzieci, ani też takie, które mają z nich zrobić kreatywnych profesorów. Z doświadczenia wiem, że dzieci rozwijają się swoim własnym rytmem. Próby podtykania im ekologicznych, drewnianych zabawek i kreatywnych książek (często atrakcyjnych tylko dla rodzica) często kończą się niepowodzeniem.

W pierwszym okresie życia dziecko potrzebuje do szczęścia ciepła, jedzenia, troski i miłości bliskich. Nie w głowie mu zabawki i gadżety. Niewiele widzi, niczym się więc nie zafascynuje.
Istnieje teoria, że na początku widzi tylko barwy kontrastowe i na niej właśnie oparto ideę produktów, o których chcę dziś wspomnieć.
Używałam bawełnianego rożka (becika), który służy do zawijania dziecka, a w miarę potrzeby staje się po prostu matą, na której można je położyć lub lekkim kocykiem do łóżeczka lub wózka. Jest starannie uszyty z miękkiej, atestowanej bawełny, dodatkowo wypełniony cienką ociepliną.
Dostaliśmy też małą maskotkę, którą powiesiłam nad łóżeczkiem oraz poduszkę w tych samych barwach.
Raczej unikam wielokolorowych, "wesołych" produktów dla dzieci, wybieram minimalizm, więc z przyjemnością korzystam przede wszystkim z rożka-kocyka.

Więcej informacji na temat produktów: White and Black

*powyższy post nie jest tekstem sponsorowanym ani reklamowym i jest wyłącznie moją subiektywną opinią na temat produktów :)

2014-07-17

Ciasto owsiane z porzeczkami


W ostatnich dniach często wracam wspomnieniami do wakacji w dzieciństwie. Babcia i ja, zawsze razem. Moja mała dłoń w jej spracowanej dłoni. Wyprawy do GS-u po bochenek chleba, mąkę ziemniaczaną albo oranżadę. Jeszcze lepiej po napój "Murzynek", dawną namiastkę Coca-Coli. 
Moja babcia, mimo ciężkiego życia, zawsze była pogodna i wesoła i nigdy, nawet przez chwilę, nie wątpiłam w to, jak bardzo mnie kocha.
Bardzo wcześnie wiedziałam, że życie nie trwa wiecznie i trzeba cenić bliskich. Nigdy nie zaniedbałam relacji z dziadkami, a kiedy byłam już dorosła, zawsze znalazłam czas, by zadzwonić, by usłyszeć jej pogodny głos.
Dziś, kiedy babci już nie ma, dbam o to, by moje córki miały kontakt ze swoimi dziadkami. Mam szczęście, moja Mama zawsze jest gotowa, by mnie wesprzeć i wysłuchać. I jest cudowną babcią, która robi na drutach wielkie, pluszowe zabawki, niezliczone czapki i kocyki. I kiedy widzę, jak bardzo moja córka ją kocha, wiem, że warto pielęgnować rodzinne więzi.
Ciągle gdzieś pędzimy, czegoś chcemy, coś kupujemy, zaniedbując to, co najważniejsze. A czas jest nieubłagany, dopiero chodziłam do szkoły i prosiłam tatę, by zabrał mnie do ZOO. Każdego dnia uświadamiam sobie, że trzeba pamiętać o tych, których pewnego dnia może zabraknąć. I możemy nie zdążyć wysłać do nich napisane jedynie w pamięci listy.



Jeśli, podobnie jak ja, lubicie owsiane, lekko ciągnące batoniki owsiane, to ciasto jest właśnie dla Was. Dodatkową zaletą jest również to, że właściwie samo się robi i nie wymaga specjalnych składników. Najlepiej użyć do niego raczej gęsty dżem. Dobrze, jeśli będzie niskosłodzony. 

Ciasto owsiane z porzeczkami

250 g mąki pszennej
150 g masła
80 g cukru trzcinowego
100 g drobnych płatków owsianych
1 jajko

Słoik dżemu z czarnej porzeczki, najlepiej niskosłodzonego


Wszystkie składniki (oprócz dżemu) zmiksować w malakserze lub zagnieść ręcznie. Powstanie grudkowate ciasto. Podzielić je na 2 części.
Tortownicę o średnicy 30 cm (lub blaszkę podobnej wielkości) wyłożyć połową ciasta. Posmarować dżemem, drugą część ciasta pokruszyć na wierzch.
Piekarnik nagrzać do 180 st C. Wstawić ciasto i piec 30-35 minut.
Przed podaniem dokładnie ostudzić.
Smacznego!

2014-07-15

Zupa kurkowa z ziemniakami i śmietaną


Kurki to dla mnie kwintesencja lata.
Zawsze, kiedy idę rano do sklepu po mleko, zaglądam na stragany z warzywami, które o tej porze roku oferują wszystko, co kocham.
O ile zimą mogłabym czasem zapaść w kulinarny sen i żywić się wyłącznie kanapkami, o tyle latem mogę gotować na kilka dni do przodu. To czas, kiedy jem przede wszystkim dla przyjemności, a nie tylko z głodu.
Kurki wykorzystuję na wiele sposobów. Poczynając od podsmażanych kopytek z kurkamicukinię faszerowaną kurkami i kaszą i fetą, przez zupę dyniowo-kurkową, orzechową tartę z kurkami, na zwykłym-niezwykłym toście z duszonymi grzybami kończąc. To grzyb uniwersalny, bardziej smaczny niż podobnie uniwersalna, pieczarka.
Dziś zrobiłam łatwą i szybką zupę. Wystarczy wcześniej przygotować wywar z jarzyn.
Dużo grzybów, podduszone na maśle ziemniaki i kremowa śmietana. Pyszna, polecam gorąco.


Zupa kurkowa z ziemniakami i śmietaną

1,5 litra wywaru jarzynowego (gotuję go na 2 marchewkach, 1 pietruszce, 1/2 cebuli, 2 listkach laurowych, 3 ziarenkach ziela angielskiego zalanych 2 litrami wody)
1 średniej wielkości cebula
2-3 ziemniaki (jeśli są młode, nie obieram ich ze skórki)
2 łyżki masła lub oliwy z oliwek
250 g kurek, oczyszczonych
sól, pieprz, majeranek do smaku
1/2 szklanki śmietany do zupy (używam 12 lub 18%)
natka pietruszki do podania

Masło roztopić w garnku. Cebulę obrać, posiekać wrzucić do garnka, posolić. Poddusić ok. 10 minut, dodać ziemniaki i kurki, dusić kolejne 10 minut. Zalać wywarem jarzynowym i gotować tak długo, aż ziemniaki będą zupełnie miękkie (nie zajmie to dłużej niż 15-20 minut).
Zupę doprawić solą, pieprzem i majerankiem.
Przed podaniem dodać śmietanę (nie gotujemy zupy ze śmietaną) i natkę pietruszki.
Smacznego!